Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poland. Pokaż wszystkie posty

2015

Zastanawiam się czasem czyja to sprawka, że nasze niebo zostało odrutowane, a lasy pokrojone w równą kostkę parków. Kto powiedział, że muszę tu być? Że nie mogę budzić się rano, kiedy świat jest bardziej miękki, po to żeby móc wypić poranną kawę patrząc na fioletowe mgły. Czemu nie ma rzek, do których wchodzę na bosaka. Zimna woda sięga po kostki, po łydki i kolana. Nie mam obowiązku ich golić, bo rybom nie zależy, a ja mam ciekawsze rzeczy do roboty. Czy naprawdę najważniejsze jest to, że mam bilet miesięczny? Czy mam równo obciętą grzywkę? Czy dobrze wyglądam w spódniczce w drobne kwiatki? Czemu nie jest istotne, że każdy rodzaj mchu przypomina w dotyku zupełnie różne rzeczy? Czasem jest jak skóra, delikatny i łagodny, stworzony do przesuwania po nim palcami, a czasem gęsty, szorstki, splątany, jak włosy po deszczu.

Dlaczego, żeby poczuć zapach ciepła muszę jechać godzinę mijając po drodze brzydkie, niskie domki zbudowane z pustaków i szarych, codziennych spraw?

Chcę miesiąca spędzonego w za dużych bluzach. W znoszonych trampkach i z aparatem przy oku. Miesiąca, podczas którego jem tylko melony, szpinak i brokuły zmieszane z tym, co akurat mam pod ręką. Chcę, żeby moje słowa znowu były moim kumplem, a nie tylko pasażerem w tramwaju, którym codziennie rano pokonuję tę samą trasę. Wsiadamy na tym samym przystanku, ale one jadą dalej, a ja zostaję.

Zakładam słuchawki na uszy. Jest 12:12. Imieniny godziny. Za 360 minut trzeba będzie wstać, ale zanim to nastąpi, zanim podeszwy moich butów znowu dotkną granatowego asfaltu, pomyślę jeszcze chwilę o rzeczach, które dzisiaj widziałam i poradzę wam coś: patrzcie jak najczęściej na zieleń. Patrzcie daleko, wysoko, dużo, mocno, intensywnie, strasznie, łagodnie, pięknie. Bo jeśli nie uda się wam tego zrobić. Jeśli zapomnicie, jak pachnie ciepło, woda, powietrze tuż przed sierpniową burzą, wtedy jesteście straceni. I żaden xanax, żadne, najczulsze nawet dłonie, ukochane oczy, wam nie pomogą.

Być może nie jest to wpis o podróży, ale jeśli się nad tym zastanowić. Jeśli poświęcić temu chociaż chwilę, to czy aby na pewno nie jest to podróż?

 








Wrzesień 2014: Bieszczady

Zakładam, że każdy ma swoje zdanie na temat tego, jak pachnie szczęście. Prawdopodobnie każdego dnia pachnie inaczej. Z jakiegoś powodu przyszło mi do głowy, że szczęście może pachnieć na przykład nowojorskim hot-dogiem, ale szczerze mówiąc - nie wiem jak pachnie nowojorski hot-dog. Wiem za to jaki aromat unosi nad łąkami w Bieszczadach, kiedy wchodzi się na stare, zarośnięte wysoką trawą tory kolejki wąskotorowej i ściga się z jaszczurkami po cienkich szynach. W gorące dni olejki eteryczne wszystkich ziół chętniej, z większą siłą unoszą się w powietrzu, tworząc szalone, intensywne kompozycje. Chciałabym, żeby ktoś stworzył perfumy o tym zapachu: mchu, mięty, pokrzyw i rozgrzanych kamieni. Perfumy dla wszystkich tych, którzy lubią patrzeć w niebo.
Jest wrzesień, zimna woda Sanu uderza o wielkie kamienie, a my brodzimy w niej, na bosaka. Po kolana. Po uda. Razem z sarnami. Zwierzęta bród znają lepiej, niż my i radzą sobie z wartkim nurtem znacznie szybciej. Nam, śmiesznym ludziom, bezwłosym małpom, potrzebny jest czas, którego sarny nie marnotrawiłyby w ten lekkomyślny sposób. Szybko, szybko. Drugi brzeg. Las. A my w plecakach niesiemy jedzenie. Jedzenie i aparaty, koce, scyzoryki, mapy i wspomnienie żubrów przechadzających się między ruinami Tworylnego. Ciepłe skarpety i ciepłe dni. Wszystko w niebieskim plecaku - dobrym kumplu.

Były dni szczytów i dni dolin. Ślady potężnych niedźwiedzi odciśnięte głęboko w tłustym, ciemnym błocie. Obok nich kształt racic mieszał się z łapami czegoś co mogło być wilkiem lub psem. Kotem lub rysiem. Ale najrzadziej spotkanymi były ślady butów. I to też jest piękne w Bieszczadach.